„Bardzo głodna gąsienica” - klasyka, która wciąż ma dzieciom wiele do zaoferowania
Przyznam, że trochę zdziwiło mnie, kiedy przeczytałam, że „Bardzo głodnej gąsienicy” Erica Carle’a zarzuca się czasami promowanie obżarstwa. Oczywiście można spojrzeć na tę historię właśnie w ten sposób - w końcu tytułowa bohaterka przez sporą część książki po prostu je.
I je. I je… A po wyjątkowo obfitej sobotniej uczcie zaczyna boleć ją brzuch.
Tylko czy naprawdę o obżarstwo tutaj chodzi?

Od maleńkiego jajeczka do pięknego motyla
Dla mnie „Bardzo głodna gąsienica” jest przede wszystkim prostą, bardzo dobrze skonstruowaną opowieścią o wzroście i przemianie. Najpierw widzimy maleńkie jajeczko, później pojawia się gąsienica. Jest malutka i bardzo głodna, więc zaczyna jeść. Z każdym kolejnym dniem zjada coraz więcej, rośnie, aż w końcu przychodzi moment, kiedy zamyka się w kokonie, by później przemienić się w pięknego motyla. To jest prosta historia, ale właśnie w tej prostocie tkwi jej siła. Dziecko może bez trudu śledzić kolejne etapy opowieści, a jednocześnie poznaje jeden z najbardziej fascynujących procesów zachodzących w przyrodzie.

Czy gąsienica naprawdę uczy obżarstwa?
Nie jestem przekonana. Owszem, w sobotę gąsienica zjada zdecydowanie za dużo i później źle się czuje. Ale zamiast pochwały przejadania się widzę tu raczej bardzo czytelny dla małego dziecka związek przyczynowo-skutkowy: zjadłam za dużo i boli mnie brzuch. Może to być punkt wyjścia do rozmowy o głodzie i sytości, słuchaniu własnego ciała oraz o tym, że nie wszystko, na co mamy ochotę, służy nam w dużych ilościach. I taką historię dziecko będzie w stanie zrozumieć i zakodować.

Liczenie, dni tygodnia i pierwsza lekcja przyrody
„Bardzo głodna gąsienica” Carle’a oferuje jednak znacznie więcej. Razem z gąsienicą możemy liczyć kolejne owoce, poznawać ich nazwy, utrwalać dni tygodnia i obserwować, jak bohaterka stopniowo się zmienia. Dzięki powtarzalnej konstrukcji opowieści dzieci mogą szybko zacząć przewidywać, co wydarzy się na następnej stronie. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o warstwie wizualnej. Charakterystyczne, intensywnie kolorowe kolaże Erica Carle’a są rozpoznawalne od pierwszego spojrzenia, a „wygryzione” przez gąsienicę dziurki sprawiają, że książkę można nie tylko oglądać, ale też odkrywać paluszkami. Dla najmłodszych czytelników to będzie ogromna frajda. Zaglądanie przez otwory, dotykanie stron i sprawdzanie, przez co tym razem przegryzła się gąsienica, zamienia zwykłe czytanie w małe doświadczenie sensoryczne.

Historia, której nie trzeba komplikować
Czasem mam wrażenie, że próbujemy doszukiwać się problemów również tam, gdzie wcale ich nie ma. Wiadomo, że przejadanie się nie jest zdrowe. Nie sądzę jednak, żeby „Bardzo głodna gąsienica” zachęcała dzieci do jedzenia ponad miarę. Widzę w niej raczej ciepłą, pomysłową i bardzo dobrze przemyślaną książkę dla najmłodszych. Taką, która bawi, angażuje, uczy liczenia, przybliża świat przyrody, a przy okazji może sprowokować zupełnie naturalną rozmowę o jedzeniu i potrzebach własnego ciała. I chyba właśnie dlatego, mimo upływu lat, ta mała, bardzo głodna gąsienica wciąż ma dzieciom całkiem sporo do zaoferowania.


Komentarze