Kiedy z nieba spada… mors!
W książkach wszystko może się wydarzyć, a zwłaszcza w książkach dla dzieci. „Mors w ogrodzie” zdecydowanie to potwierdza. Przedstawiam wam historię, która zaczyna się od tego, że pewnego letniego dnia z nieba spada mors-spadochroniarz. I to nie byle gdzie, bo prosto do rodzinnego ogródka, na odpoczywającą na leżaku mamę i wywraca życie tej rodziny do góry nogami.
Absurd? Oczywiście! Ale właśnie takie absurdy bardzo lubię.
Początek historii jest niewinny: rodzina spędza spokojny, letni dzień w ogrodzie. Sielanka nie trwa jednak długo, bo niespodziewanie pojawia się ogromny, wyposażony w spadochron mors. A skoro już wylądował w ogrodzie, trzeba się nim przecież jakoś zająć. Tylko jak właściwie opiekuje się morsem?
I tutaj absurdalna opowieść zaczyna zamieniać się w małe przyrodnicze śledztwo. Gdzie mieszkają morsy? Co jedzą? Jakich warunków potrzebują? Bohaterowie szukają odpowiedzi, a razem z nimi robi to czytelnik. Dzięki temu wiedza przyswajana jest naturalnie, jako część historii, a nie zestaw faktów, do zapamiętania.

Lekko o poważnych problemach
To właśnie ten pomysł spodobał mi się najbardziej. „Mors w ogrodzie” bawi absurdem, ale nie robi tego wyłącznie dla żartu. Im więcej dowiadujemy się o niespodziewanym gościu, tym bardziej zaczynamy zastanawiać się nad jego prawdziwym środowiskiem życia, zmianach zachodzących w Arktyce i ich wpływie na żyjące tam zwierzęta. Autor wykorzystuje sytuację kompletnie nieprawdopodobną po to, żeby rozbudzić ciekawość i zachęcić do zadawania pytań. Mors, który spada z nieba, okazuje się więc świetnym pretekstem do rozmowy o czymś bardzo realnym.
Punkt za ilustracje
Ogromnym atutem książki są również ilustracje. Zdecydowanie warto przyglądać im się uważnie bo doskonale współgrają z tekstem uzupełniając go. Nie są więc jedynie dodatkiem do opowieści - same dopowiadają i żartują. Można wypatrzyć na nich drobiazgi, które łatwo przeoczyć przy pierwszym czytaniu, a które dodają całej historii jeszcze więcej humoru.

Absurd z ważnym tematem w tle
„Mors w ogrodzie” to książka, która najpierw przyciąga kompletnie zwariowanym pomysłem, potem rozśmiesza po to, żeby w końcu - mimochodem - przemycić sporą porcję wiedzy. Ta historia pokazuje, że o przyrodzie, zmianach klimatu i ich konsekwencjach można rozmawiać z dziećmi lekko i ciekawie.





Komentarze